wtorek, 8 czerwca 2010

Weekend i albumowa wysypka.

Weekend upłynął na długo oczekiwanym poniewieraniu się po miłych okolicznościach przyrody i ogólnym restartowaniu mózgu. Planowany spływ kajakowy się co prawda nie odbył z racji warunków pogodowych, czyli wysokiego stanu wody i różnych niciekawych rzeczy również chętnych do spływania (poczynając od zwalonych drzew, a na zawartości okolicznych szamb kończąc).
O, tu, był niegdyś pomost, do którego zawsze dobijaliśmy kajakami pierwszego dnia spływu:-(



Las na szczęście pozostał bez zmian, tylko komary chciały nas pożreć żywcem, pękając ze śmiechu z naszych różnych antyowadzich psikadeł.
Tuż przed wyjazdem powstał album - ma być prezentem dla rodziców w ramach podziękowania z okazji ślubu (czy ja to aby po polsku napisałam?) Będzie jeszcze dyndadełko na sprężynie i wstążki, ale to już hurtowo - jak skończę sklejać drugi, bliźniaczo podobny.
I na koniec wielka niespodzianka, czyli kolejny album ciuchciowy ;-)
Pozdrawiam cieplutko:-)

3 komentarze:

nimucha pisze...

Piękne albumy! Każdy mistrzowski w swoim stylu.

BETIK pisze...

Oj poszłabym tą ścieżką leśną... wygląda tak zachęcająco... Twoje albumy również:) Kuleczko, czy wybierasz się na spotkanie do Heliosa? Ja bym tak chciała zobaczyć jakiś Twój album "na żywo". te równiutkie przeszycia i w ogóle...
Pozdrawiam:)

cub@_libre pisze...

Szkoda, że spływ się nie udał :(. Okolice wyglądają rewelacyjnie!! Uwielbiam spływy i sama szykuję się za miesiąc. Na jednodniowy co prawda, ale mam nadzieję, że się uda.
A album dla rodziców bardzo mi się podoba kolorystycznie i wzorzyście ;)! A ciuchcią zachwycałam się nie raz. Jak zwykle powalasz Kulko!!
Pozdrawiam :)
A.