niedziela, 7 marca 2010

Są takie chwile...

...że się człowiek zastanawia, czy warto się jeszcze kłaść. Czy może jednak zrobić pudełko do albumu, który za 9 godzin ma zostać wręczony - w Łodzi (do której jeszcze muszę dojechać) (kiedy ja się naumiem wreszcie robić wszystko trochę wcześniej, niż na absolutnie ostatnią chwilę?). Album zatem jest. Zdjęć brak z racji braku światła.
Chyba mi już nie służą zarwane noce, kwadrans temu miałam wrażenie, że azalia chce ze mną nawiązać kontakt.
Cóż ;-)
Dobranoc? Dzień dobry? Do zobaczenia:-)
Będę w środę:-)

PS. Zdałam dziś (wczoraj!) indeks w dziekanacie i to mnie czyni czującą się dobrze :-)

8 komentarzy:

Magda pisze...

Pośpisz sobie w aucie...bo ma się rozumieć, za kierownica nie zasiadasz?? ;)

Ludkasz pisze...

gratuluję zdania:)

TUŚKA pisze...

Gratuluję zdania. Wreszcie spokój na chwilę. Jeśli chodzi o prace na ostatnią chwile, to pewnie tak już będzie. U mnie tak stale się dzieje. Pozdrawiam:)

TUŚKA pisze...

Gratuluję zdania. Wreszcie spokój na chwilę. Jeśli chodzi o prace na ostatnią chwile, to pewnie tak już będzie. U mnie tak stale się dzieje. Pozdrawiam:)

SentiMenti pisze...

skłonność do odkładania pracy na ostatnią chwilę jest wg mnie nieuleczalna, w moim przypadku tak właśnie jest, mimo wielu, w ciągu mojego długiego życia prób i obietnic zmienienia tego ;)
a azalii to bym tak nie odtrącała, może wcale Ci się Kulko nie wydawało, a roślinka czuła wielką potrzebę wygadania się komuś miłemu, jak wrócisz to zagadaj do niej i ją ode mnie pozdrów ciepło i wiosennie :)))

Ondraszek pisze...

Zdałaś indeks? Znakomicie!
Gratuluję tego kroku
I sukcesów dalszych życzę…
A azalię miej na oku!

Niebezpieczna to roślina -
To jest chyba oczywiste!
Od kontaktu się zaczyna…
Oglądałaś „Egzorcystę”?

Najpierw Ci przesyła z wdziękiem
Dużo ciepła i radości,
A na końcu cap za rękę
I pożera Cię w całości!

mrouh pisze...

Kulka, zazdroszczę Ci Ondraszka:-) Za indeks podziwiam i za to ze po nocy album robiłaś też. To się nazywa samozaparcie. Odkładanie wszystkiego na potem, po francusku i angielsku zwane jednym słowem "procrastination" to także moja przypadłość. Na studiach przygotowywałam referat na ten temat i zrobił furorę:-) niestety, cała nabyta na ten temat wiedza nie zmieniła nic w temacie zabierania się do roboty:-)

Kulka pisze...

Mrouh, czasami sama sobie zazdroszczę Ondraszka :-)))

Azalia nadal sobie kwitnie spokojnie, wygląda coraz piękniej, zapędów krwiożerczych nie stwierdzono:-)