Decu bez decu ;-)

Trochę mnie wsysło na moment, a to z powodu tak zwanych generalnych porządków. Raz - że małż ciężko znosił nieustający bajzel na stole. Dwa - że ja w bałaganie się czuję źle i źle mi się myśli (zatem materiału na prawdziwą artystkę ze mnie nie ma, niestety..;-). Nie to, żebym była jakąś wybitną pedantką... Pewnych spraw nie należy przeginać :-) Ale minimum ładu jest potrzebne.
Z tego też powodu małż sprezentował mi ikeową komódkę na dzindziboły i przydasie przeróżne. Komódka była dziewicza i wymagała pewnych zabiegów pielęgnacyjnych.

Od razu widać, że kosmetyczka też ze mnie żadna, bo komódce przybyło parę lat po moich zabiegach ;-)
Na komódce się jednak nie skończyło. Doszliśmy bowiem do wniosku,że być może najwyższy czas, by moje biurko znów było moim biurkiem, a nie biurkiem ogólnodostępnym i komputerowym. Komputer został więc wyeksmitowany na nowe włości, a moje biurko znów jest MOJE :-)
[Nie, ten porządek jednak nie utrzymał się zbyt długo...]

A teraz produkty recyklingowe... Pudełko z ikeowego stoiska "sprzedaż okazyjna", sponiewierane do granic możliwości. Wybejcowane, potraktowane papierem i lakierem akrylowym wyglada całkiem miło, choć na razie nie mam pomysłu, do czego będzie służyć i jaki jest głęboki sens tej dziury na froncie :-)
Drugie pudełko (na kredki) jest zapewne znane wszystkim, którzy mają jakieś mocno nieletnie osobniki w domu i które to osobniki pijają herbatki pewnej znanej firmy ;-)

A na koniec pochwalę się jeszcze, jaką ładną kartkę dostałam od Marszy


Komentarze

Sara pisze…
A ja się domyślam, po co jest dziura! By wyciągać kwadratowe karteczki, ha ha!!!

Piękne masz biurko, marzę o takim, a właściwie to mam, ale stoi u rodziców bo póki co w za małym mieszkanku mieszkamy... Czy taki gigant faktycznie pozwala dobrze swoją przestrzenią gospodarować i wygodnie pracować? Tzn. mam na myśli nie tylko rękodzielniczą tfurczość...

No i to brązowe po prawej na biurku też nie uszło mojej uwadze...
Monika Skrzypek pisze…
Też pomyślałam o karteczkach, ale zmieści się ich tam jakieś 3-4 kg :-)

Biurko jest świetne, też ze wspomnianego stoiska w ikei... Mocno było sfatygowane i jeszcze mocniej przecenione, ale jak je zobaczyłam, to widziałam, że jest MOJE :-)
Trzeba je było odreastaurować oczywiście.
Dla mnie jest bardzo wygodne - chwalę sobie zwłaszcza tę wysuwaną półkę (małż zrobił pod klawiaturę ;-)), bo można tam gromadzić w czasie pracy papierzyska;-) Ja mam jednak dużą zdolność generowania bałaganu wokół siebie, stąd szufladko-półka bardzo przydatna...
Jedyne, czego brakuje, to szuflad - w szafce są półki.
A po prawej stronie stoi jedno cud-pudełko (to większe), które sprezentowała mi moja mama (chyba w Cepeli zakupiła), a drugie małż wyszukał w hiszpańskim sklepie ze starociami.
magda pisze…
super kreatywna przestrzeń
a tak do kompetu jeszcze jedno wyróżnienie
pozdrowenia
marcy's pisze…
a ja taką samą lamkę mam :)